O autorze

 

 

Model wyprodukowany w 1968 roku. Nadal na chodzie. Rodowity Poznaniak.

 Motocyklizmem zostałem zarażony przez moich rodziców, którzy w 1965 roku objechali Polskę dokoła motocyklem MZ ES 250. Notabene – przepięknym motocyklem.. Miał piękne białe dwie kanapy i takież boczne sakwy.

(Obok na zdjęciu: MZ-tka z moim tatą ok. 1965-ego roku a tak wygląda egzemplarz odrestaurowany)Mój tato i MZ ES 250 (ok.'65 r)

 

 

 

 

 

 

W wieku pięciu lat zaliczyłem pierwszy upadek motocyklowy na sprzęcie marki SHL. Było to w trakcie zabrania mnie przez kuzynostwo na grzyby do lasu na wsi właśnie omawianym sprzętem, gdzie wybrałem zamiast ich zbierania siedzenie na SHL-ce , kręcenie manetką i wyobrażanie sobie jak to mknę przy głośnym brym –brym wydobywanym z mych ust. Ponieważ motocykl stał na piasku na centralnym podnóżku więc przy kolejnym „braniu zakrętu” zaliczyliśmy glebę, a że ja byłem mały, a on duży więc kuzyn trochę się wściekł że mu pół zbiornika paliwa wyciekło nim wrócił z grzybów.

Motocykl ten o dziwo działa do dzisiaj i zabunkrowany jest w pewnej szopie w okolicach Piły.

Od tego się zaczęło i tak mi zostało.

Pierwszy spalinowy jednoślad wybłagałem u rodziców w 1986 roku. O małe co nie zakończyłem na nim życia w straciu czołowo-bocznym z samochodem marki Fita 126p - ale przeżyłme, choć sprzęt nie.

A potem przez okres szkoły radzenia sobie z techniką dwusuwowych cudów klepanych w manufakturach NRD i Czech ewoluowałem do czasów obecnych.

Kiedy po upadku jedynego właściwego systemu narodziła się prasa motocyklowa zacząłem pisać o podróżowaniu, czego efektem stały się reportaże, testy motocykli i felietony do różnych magazynów motocyklowych i podróżniczych. (m. innymi. Świat Motocykli, Motocykl, Moto Voyager, Nomada, Podróże, Auto Dziś i Jutro, Motocykl Moje Hobby, Motofani itd. itd.)

W roku 2000 zorganizowałem wyprawę na Nordkapp, która (co wtedy było absolutnym nowum) relacjonowana była codziennie przez internet na portalach Onetu i Super Expresu oraz przez TVP3.

Jadąc pod Ararat w 2010 roku zrobiliśmy to z Onetem jeszcze raz.

Jeżdżąc bez mała trzy dekady zwiedziłem motocyklami kilkadziesiąt państw przejeżdżając trudno mi policzalną ilość set tysięcy kilometrów.

 Mam zamiar to kontynuować tak długo jak się da, czyli aż do końca bytności po tej stronie. A potem zobaczy się po tamtej stronie, czy też da się jeździć (o ile coś tam jest).