Suzuki DL 650 V-Strom

 Nazwany z racji koloru "Mechaniczną Pomarańczą" V-strom trafił w moje ręce z salonu Suzuki w lipcu 2009 roku. Przłechałem nim przez dwa lata  dopiero 30 tyś km,  więc z wydawaniem ostatecznych opinii jeszcze się wstrzymam.  Na razie trudno powiedzieć coś o awaryjności oprócz tego, że mimo przetelepania się po bezdrożach Azji Mniejszej, Szkocji i innych pomniejszych wycieczkach jest niczym z salonu. Ba - nawet zawory nie chwyciły odrobiny luzu, a klocki hamulcow i łańcuch są pierwsze.

V-strom wyposażony jest w trwały i solidny silnik o poj. 650 ccm pamiętający jeszcze SV650 ( a więc z ok 1997 roku - czyli wszystko co było źle dawno poprawiono, ale z racji leciwej konstrukcji olej wymienia się niestety co 6 tyś km) chłodzony cieczą, o mocy 67 KM co jest mocą absolutnie wystarczająca do bardzo sprawnego podróżowania solo, czy w dwie osoby z bagażami. Motocykl jest optycznie duży, szalenie wygodny, ma bardzo dobre mocne zawieszenie (choć skoki mogłyby byc większe), świetnie się prowadzi i ma dobrą aerodynamikę (uzyskiwaną dzięki przestawianej w 3 położeniach szybie - u mnie z deflektorem) pozwalającą jeźchać na autostradzie bez walki z wiatrem z prędkoscią podróżną do 160 km/h.

Maksymalnie V-strom rozwija (z trzema kuframi) 190 km/h (bez 200 km/h) a spala od 4,1 do 7 l/100 km. Średnio należy mu liczyć 4,5 - 5 l/100 km. Maksymalnie spalił jadąc w ogniu ciągłym z prędkością 160 km/h autostradę pod górę w bardzo gorącym i suchym powietrzu (pod maksymalnym obciążeniem) 7l/100km.

Motocykl jest wręcz stworzony do dalekiej turystyki i na pewno jest najlepszym sprzętem  na jakim do tej pory jeździłem ( w sensie motocykla turystycznego).

Warto wspomnieć o potężnym schowku pod kanapą i 22-dwu litrowym zbiorniku paliwa, na którym udało mi się przejechać pewnego dnia 518 km jadąc w dwie osoby z trzema kuframi i jeszcze z 1,5 litra paliwa zostało.

Wadą V-stroma jest stosunkowo słaby jak na tak duży i ciężki motocykl układ hamulcowy. Tu na pewno przydałyby się przewody hamulcowe w oplocie stalowym, a nie zastosowane przez japończyków z oszczędności gumowe. Szczególnie mizerny jest tylny hamulec i można rzec, że motocykl ten go prawie nie ma. Na początku nawet myślałem, że mój egzemplarz ma jakąś wadę, ale nie. Taka uroda. Można się przyzwyczaić,  ale hamulce trochę rozczarowują. Choć ABS działa o wiele lepiej (później) niż w BMW. brakuje za to możliwości jego odłączenia, co przy jeździe w leciutkim (bo do innego V-strom się nie nadaje) terenie by się bardzo przydało. Ale można to poprawić w proast sposób. wystarczy wymienić płyn hamulcowy na tej samej sepcyfikacji DOT-4 ale na wyścigowy Motul RBF 600 o temp. wrzenia pow. 312 st  C i skuteczność hamulcy wzrasta o jakieś 25%. Można blokowac przednie koło (tzn włączy się ABS) dwoma palcami.

W V-stromie wprowadziłem następujące „dozbrojenie”: osłony neoprenowe widelca, układ automatycznego smarowania łańcucha Scotolier, trzy kufry Kappy ze stelażem - 2 x 40 l, 1 x 52 l z oparciem i dod. bagażnikiem, osłona silnika, gmole, centralna podstawka, zewnętrzne gniazdo prądowe, podgrzewane manetki, handbary, kratownicę reflektorów, poszerzona podstawa bocznej nózki, podniosłem mu też kierownicę o 3 cm co dało bardziej wyprostowaną i wygodną pozycję i przybliżyło kierownicę, oraz wymieniłem szybę na z deflektorem (ku wygodzie pasażera). Zrobiłem też mocowanie pod nawigację nad zegarami oraz ciut zmodyfikowałem układ wydechowy, tak aby motocykl z tak pięknym silnikiem nie brzmiał jak pralka w trakcie wirowania - co  nie oznacza że jest głośniej, bo nie o to chodziło, tylko wreszcie słychać bas.

Od strony eksploatacyjnej zwraca uwagę fakt, że aby dojść do świec zapłonowych czy filtra powietrza należy demontować osłony boczne i zbiornik paliwa. Czyli istny cyrk. Takie czasy, że o tym, aby dostępy serwisowe były łatwe projektując motocykl kompletnie się nie myśli wychodząc z błędnego (w przypadku motocykla długodystansowego używanego często do globtroterki) założenia, że to problem serwisu. Ale jest zaleta - motocykl jest od storny technicznej kompletnie bezobsługowy ponieważ nic się nie psuje. Nie odkręca, nie odpada, nie schodzi nigdzie lakier.. po prostu po wyprawie po Azji czy blisko 6 tyś km non-stop w szkockim deszczu V-stroma się myje, wymienia olej i ...jedzie dalej. Czyli jest to maszyna moje ulubionej konstrukcji, czyli: gniotsia-nie łamiotsia.

Warto dodać, że motocykl prowadzi się niesłychanie wręcz lekko. jest zwinny, wybacza wszelkie błędy a jak potrzeba ma naprawdę solidnego kopa. W górach i na winklach objechac nim można większość szlifierek i to bez wysilania się.

Mam nadzieję, że Mechaniczna Pomarańcza posłuży mi wiele lat. Rokowania są na razie bardzo, ale to bardzo dobre.

POWRÓT

 

pl en